Łopatkiewicz o Jedliczu
Promocja niezwykłej książki Zdzisława Łopatkiewicza „O Jedliczu i około Jedlicza” miała miejsce 20 stycznia br. w Czytelni Głównej Krośnieńskiej Biblioteki Publicznej. Autor na ponad 400 stronach przedstawił historię miejscowości, zawarł w tej publikacji unikalne materiały fotograficzne i kopie dokumentów.
Szczęśliwe Jedlicze – ma swego piewcę
Zdzisław Łopatkiewicz napisał „o Jedliczu” książkę niezwykłą. Zadziwi ona czytelników z wielu powodów. – tak brzmi pierwsze zdanie „Przedmowy” do tej pracy pióra prof. Władysława Lubasia. – Jest to w pełni uzasadniona diagnoza – istotnie to książka niezwykła, żmudna praca nad nią musiała trwać przez lata – podkreślił autor znakomitej książki o uczestnictwie patriotów naszego regionu w Powstaniu Styczniowym Marian Terlecki, prezes Stowarzyszenia Miłośników Ziemi Krośnieńskiej, które było głównym organizatorem uroczystej prezentacji dzieła Łopatkiewicza.
„O Jedliczu i około Jedlicza” jest pracą na temat tytułowej miejscowości. Autor nie zamierzał opisywać okolic Jedlicza, co zaakcentował podczas spotkania. Niemniej jednak czytelnik dowie się wiele o np. znanych rodach polskich jak Stawiarscy, którzy m.in. w lwiej części ufundowali obecnie sprawujący rolę kultu kościół czy Tarnowscy, Miłkowscy, Kuropatniccy. Monografia ta jest więc i po części zarysem dziejów Polski, wszak rody miały swe siedziby i ich działalność stawała się w sposób naturalny pracą na rzecz kraju. Nitki losów owych rodów rozpięte były pomiędzy m.in. Tarnobrzegiem a Lipinkami, Gorlicami i oczywiście Jedliczem, sięgały nawet na Zaolzie.
Zdzisław Łopatkiewicz sporą rolę przypisał artystom, którzy walnie przyczynili się do chluby tego środowiska. Wspomina o Marii Konopnickiej, która w Jedliczu wysiadła z pociągu hucznie witana, gdy miała osiąść w nieodległym Żarnowcu – dworze zakupionym dla niej ze składek jako dar narodowy. Autor podkreślił wagę prac architektów – Jana Sas
Zubrzyckiego, wg którego projektu wzniesiono jedlicki neogotycki kościół ale i o niezrealizowanym projekcie świątyni Władysława Ekielskiego. Pomieszczona została także obszerna informacja o nieistniejącym już XVIII-wiecznym drewnianym kościele w Jedliczu. Ważnym artystycznym akcentem w dziejach Jedlicza są kościelne witraże J. Wałacha, czy kontakty z malarzem J. Mehofferem.
Historia miejscowości ma swoje tło, w tym gospodarze i społeczne. W tym informacje związane z tworzeniem się popularnych przed wojną Kas Stefczyka, o roli Żydów w tym środowisku i ich tragicznych losach w czasie okupacji.
„O Jedliczu…” to więcej niż dziesiątki ważnych przypisów, ale takich tak ułożonych w tej książce, że często stanowią oddzielną „opowieść” o prezentowanym wydarzeniu czy fakcie. Łopatkiewicz (a na swój sposób to praca rodzinna, wspierała go w tym dziele jego żona Stanisława oraz synowie Tadeusz i Piotr) skonstruował książkę na tyle przejrzystą, że mimo iż jest ona ponad wszelką wątpliwość pracą naukową, skrupulatnie stworzoną, jest jednocześnie podaną w sposób przystępny, każdy może czytać „O Jedliczu…” jak przyjazną opowieść. W dodatku autor barwnie komentował prezentowane na ekranie zdjęcia, zachęcająco opowiadał o nieznanych faktach z dziejów Jedlicza, snuł przypuszczenia co do nieznanych wydarzeń.
Całość ubarwia wspomniana już strona edytorska. Poczynając od estetycznie zaprojektowanej okładki, poprzez mapki na wyklejkach, po spisy ilustracji, bibliografię, dokumenty etc., zgodnie ze sztuką tworzenia prac naukowych.
Autor na odwrocie karty przedtytułowej pomieścił niezwykłą dedykację: Szkole mojej w pałacu Stawiarskich poświęcam. Wierzę, że ten wzruszający akcent jest czytelny nie tylko dla mieszkańców Jedlicza. Takich osobliwych gestów rzadko doświadczają miasta, środowiska.
Praca Zdzisława Łopatkiewicza jest równocześnie kolejnym – o wiele więcej niż przyczynkiem – dokonaniem w palecie publikacji na temat regionu związanego z okolicami Krosna. Widać w niej żywe współdziałanie członków Stowarzyszenia Miłośników Ziemi Krośnieńskiej, którzy chętnie użyczali swej wiedzy czy pamiątek.
Erudycja, wiedza z zakresu mediewistyki, onomastyki, wreszcie wypływająca z kart tej książki miłość do środowiska i regionu – oto równie ważne, co dokonania naukowe, atuty tej monografii.
Jan Tulik
6 komentarzy »
Dodaj komentarz!



















M. Grochowska, Jan Józef Lipski — ambasador marzeń, „Gazeta Wyborcza”, 8-9
IX 200….fragment: „I wtedy partia utrąciła tę habilitację – opowiada profesor Michał Głowiński……. Zaczęto szukać pośród historyków literatury drugiego recenzenta, który by podważył pracę pod pretekstem, że jest powtórzeniem doktoratu. Wszyscy odmawiali – nie dlatego, że nie było łobuzów, tylko ze strachu przed potępieniem środowiska. W końcu tę brudną robotę wykonał językoznawca ze Śląska Władysław Lubaś. Po jego recenzji Centralna Komisja Kwalifikacyjna wstrzymała habilitację Lipskiego. Do 1981 r., czasu „Solidarności………….
M. Grochowska, Jan Józef Lipski — ambasador marzeń, „Gazeta Wyborcza”, 8-9
IX 2001 fragment: „Po jego recenzji Centralna Komisja Kwalifikacyjna wstrzymała habilitację Lipskiego. Do 1981 r., czasu „Solidarności”.
Profesor Władysław Lubaś, slawista: – Napisałem recenzję merytoryczną, a nie usługową. Papiery wykazywały, że temat habilitacji był powtórką tematu doktoratu. To było sprzeczne z przepisami. Ja tylko przestrzegałem obowiązującego prawa.
- Czy pan żałuje, że napisał tę recenzję?
Po chwili: – Tak.
- Czy uważa pan, że SKRZYWDZIŁ Lipskiego?
Milczenie. – Tak.”
Ja tutaj widzę, delikatnie pisząc pewna niekonsekwencje, praca dotyczy rodów, ziemiańskiego świata…………a przedmowa hmm
Tzn. co – Pani Janino? Lubaś powinien, po przywołanym przez Panią zdarzeniu, popełnić seppuku, czy też zmienić zawód na stróża nocnego, siąść pod kościołem i przez resztę życia chleba prosić? Co by Panią usatysfakcjonowało? Proszę – śmiało… Zamiast cytować, proszę nam coś od siebie napisać.
A może przedmowę do jakiejś książki? Byle się ta przedmowa jedynie z cytatów nie składała.
Są ludzie, którzy wierzą w klechdę o krasnoludkach sikających do mleka. Coś musi być chyba na rzeczy, bowiem od czasu do czasu widuję takich osobników, co we wszystkim muszą się jakiejś czarnej strony dopatrzeć i w każde mleko nasikać. A fe! :-(
W Polsce mamy obecnie dziwną sytuację, trwa restauracja starego porządku, chrzci się ulice generałów sanacyjnych, stawia pomniki, tablice np rodu Sulimir herbu, wyciąga starocie, hehe szczególnie zwraca się uwagę na urojone lub wyolbrzymione zasługi obszarników, ludowi, chłopom plebs czyli chamom, każe się przyjmować ich mitologię, mity ziemian,szczególnie zresztą te warstwy są podatne na tą ideologie, jest to wielkie oszustwo, zakłamanie…natomiast to co pozytywnego działo się w Polsce Ludowej -wszak szkołę władza ludowa założyła i utrzymywała w dawnym dworze dziś to się nazywa pałac, a jakże, tak ta władza ludowa bo była władzą realną, zlikwidowała w kilka lat analfabetyzm , czego nie dokonały przez wieki gnuśne dwory…
Co do tła,oczywiście według Autora to tłem byli Żydzi i działacze Kasy Stefczyka, natomiast na pierwszym planie był dwór, taka argumentacja dla mnie nie jest przekonywująca, a więc czy udana próba opisu? czy udana przedmowa?
Siku w …..ale prostactwo przez to tło przemawia
cytuję z pracy Władysława Lubasia z 1979 r. zatytułowanej Społeczne uwarunkowania współczesnej polszczyzny: szkice socjolingwistyczne [...] Utwierdzają nas w tym też słowa I sekretarza KC PZPR tow. Edwarda Gierka, który
na III Plenum powiedział: Z szacukiem szczególnym odnosimy się [...] itd itd
radzę też zamiast sikać do mleka, zaglądnąć do pisma partyjnego Nowe Drogi ciekawe artykuły….
Pani Janino… Nie umiem Pani pomóc… A co mówią lekarze? Może jest jeszcze dla Pani jakiś ratunek… Zdrowia życzę :-)