Najważniejsze »

25 maja Niebieski Dzień Dziecka

24/05/2012 – 10:18 |

Świetlica Socjoterapeutyczna w Ogródku Jordanowskim w Krośnie oraz Komenda Miejska Policji w Krośnie zapraszają dzieci wraz opiekunami do udziału w imprezie plenerowej pn. Niebieski Dzień Dziecka, która odbędzie się w najbliższy piątek 25 maja 2012 r. od godz. 10.00-14.30 w …

Czytaj całość »
Policyjne

Krośnieńskie informacje policyjne oraz najważniejsze informacje wojewódzkie.

Sport

Informacje sportowe, zapowiedzi, programy imprez sportowych, relacje ze spotkań.

Salon Oświeconych

Spotkania z ciekawymi osobistościami z kręgu polityki, sztuki i muzyki.

Wideo

Wszystkie materiały w których użyto nagrań wideo. Relacje oraz wywiady.

Komunikaty

Komunikaty urzędów, instytucji, firm i organizacji.

Strona główna » Galerie foto, Kultura, NAJCIEKAWSZE

Stanisław Chomiczewski w Saloniku

Opublikowane przez w dniu 13/01/2011 – 20:342 komentarzy

Wystawę malarstwa wybitnego artysty Stanisława Chomiczewskiego otwarto w Saloniku Artystycznym Krośnieńskiej Biblioteki Publicznej 12 stycznia 2011 r. ponad 30 obrazów, głównie pełnych uroku pejzaży obrazujących wszystkie pory roku można oglądać do 4 lutego br.

- Inaugurujemy kolejny rok pracy naszej galerii w Saloniku, i mamy zaszczyt gościć twórcę wyjątkowego – wyraziła satysfakcję otwierając wystawę Teresa Leśniak, dyrektor Biblioteki.

Bez wątpienia Chomiczewski jest artystą wyjątkowym, uznawanym za mistrza w malowaniu koni i pejzażu, ale równie ważne są portrety jego pędzla, także subtelnie świetliste pastele.

Podczas wernisażu artysta mówił – a jest on również wspaniałym gawędziarzem w najlepszym, klastycznym tego słowa znaczeniu – o przemijaniu, o skutkach czasu utraconego, co nie musi oznaczać czasu straconego. – Chomiczewski, człowiek w sile wieku, swój czas dotąd wykorzystał mądrze i pięknie, jego dzieła pozostaną – powiedziała jedna z miłośniczek jego talentu.

O gościu mówił także jego przyjaciel ze studiów na krakowskiej ASP znakomity rzeźbiarz z Krosna Maciej Syrek. Odczytany został wiersz niżej podpisanego, dedykowany Syrkowi, którego główny motyw dotyka niemal metafizycznego wydarzenia: otóż w domu Chomiczewskiego w Beskidzie Sądeckim zaistniało pianino, na którym prywatne lekcje muzyki pobierał wyjątkowy bard i poeta Leszek Długosz (uświetniał przez dekady Piwnicę pod Baranami, wraz z m.in. Ewą Demarczyk). Długosz goszcząc u Chomiczewskiego rozpoznał właściwie po dźwiękach owo pianino, i wszystkim udzieliło się piękne wzruszenie.

- Oto co znaczy czas miniony, wspomnieni; to już legendy! – wyznał wzruszony Maciej Syrek. Właśnie ta i podobne legendy oplatają żywoty ważnych i wyjątkowych artystów, Chomiczewski, Syrek i Długosz w tym przypadku są tego znakomitym przykładem.

Lecz to anegdoty, zatem in medias res: wystawa obrazów Chomiczewskiego zgromadziła na wernisażu dziesiątki osób, w tym kolekcjonerów dzieł sztuki. Wybór obrazu „dla siebie” okazał się bardzo trudny – tu nie było obrazu, w którego wartość ktokolwiek by wątpił. Artysta ten wystawia i oferuje miłośnikom malarstwa jedynie prace najlepsze, w pełni godne miana dzieł sztuki. Pozostały czynnik wyboru to już kwestia gustu odbiorcy.

W katalogu wystawowym padły nazwiska mistrzów, do których malarstwo Chomiczewskiego może być, i bywa, porównywane: Stanisławski, Chełmoński, Kossakowie, Fałat, Ruszczyc, St. Witkiewicz – by wymienić tylko tzw. polską szkołę pejzażu sprzed wieku – ale to nie wszyscy mistrzowie, znajdziemy ich więcej. Ważną jest uwaga, że Stanisław Chomiczewski do owych mistrzów, jak i swych profesorów, przyznaje się i wyraża im wdzięczność, ale w istocie on jest już jednym z nich! Czytamy zatem:

- krytycy (…) mają rację, że czerpie on z tradycji postimpresjonistów, z malarstwa modernistycznego (i wspomnianych wyżej wybitnych malarzy)… Z tym, że on znalazł przy nich własną, pełną osobliwej urody i ekspresji drogę. Chomiczewski teraz stanął przy nich. Pięknie wśród Mistrzów.

Jak nie sposób „opowiedzieć” utwór poetycki, a już chyba niemożliwe „opowiedzieć” symfonię („choćby” kaprys – termin ten urzeka Chomiczewskiego w kontekście malarstwa…), tak nie jest ani możliwe, ani nawet właściwe! „opowiadanie” obrazów, zwłaszcza takich artystów jak Chomiczewski. Jest w nich bowiem coś więcej niż świat przedstawiony w kolorze (a on jest także kolorystą!). Jest nastrój, który wnosi liryka; jest i muzyka, którą wyzwala choćby dynamizm obrazu (np. rytm tabunu koni?), czy nostalgiczna cisza (jej dźwięk – jednak!) we mgle pośród jesiennych wzgórz; to krzepiąca cisza w zaróżowionym lub surowo błękitnym śniegu porannym, lub wydobywająca się z dzwonienia lodowatych kryształków przy zachodzącym słońcu.

Czemu o malarstwie Stanisława Chomiczewskiego piszę z zachwytem? Bo ono takie jest! – zachwyca. Mnie również. Może szczególnie…

Jan Tulik

foto: Łukasz Zajdel

W bieli, w zieleni, na koniu – ku gwiazdom

Co to za uczeń, który nie przewyższa swego mistrza – retorycznie pytamy, doskonale wiedząc, kim są jego mistrzowie. Są Mistrzami przez wielkie M. Stanisław Chomiczewski w swych dziełach niemal bawi się paletą Kossaków, Stanisławskiego, Chełmońskiego – choć nie uwiecznia swoich emocji i zauroczenia pejzażem w sposób realistyczny; on uwzględniając w krajobrazie drzewo, widzi je jak impresjoniści; niekiedy jego drzewa mają własną rzeźbę, to wysłużone i pokręcone zmęczeniem drzewa podobne jabłoniom Ruszczyca. Konie tego artysty – a słusznie uważany jest on za mistrza w malowaniu koni – bywają dosłownie portretami tych pięknych i szlachetnych zwierząt, ale zyskują pod pędzlem przekonujący dynamizm, zwłaszcza w impresyjnej (może postimpresjonistycznej?) palecie. Gdy spojrzeć na ogrom i olimpijską dostojność Tatr, spostrzega się i te Tatry, które już stają się syntezą groźnych gór Stanisława Witkiewicza. Stanisław Chomiczewski jest także na swój własny sposób kolorystą, nawet jego niemal monochromatyczne obrazy także do takiej klasy można, i pewnie trzeba, zaliczyć.

Zatem to artysta, który zaczerpnął z wielu źródeł czystą i ożywczą wodę życia sztuki. Artysta, który ważne i piękne wzory wykorzystuje (może one w nim tkwią od zawsze?!), by jak po stopniach wspiąć się na jeszcze wyższą skałę. Na przykład w jego pejzażach zimowych widzimy nieograniczoną niemal paletę bieli – śnieg („chemicznie” bezbarwny) pod wpływem postrzeganego światła i światłocieni może mieć róż mroźnego poranka czy zachodu słońca, może nieść spokój błękitów i szarości na ponowie, albo i blade odsłony turkusów, przejęte od barw w lustrach nieboskłonu. Lecz ta obszerna gama przypisana bieli nie buduje obrazów Chomiczewskiego w całości, jak widzimy to głównie w twórczości Mistrza Fałata. Chomiczewski dodaje owo „swoje” – własne widzenie bieli okrywającej pejzaż. On jakby dodatkowo graduje sfery cieni – to właśnie cienie kształtują przestrzeń powleczoną – nie wyłącznie bielą – śnieżnej zimy.

Patrzę na te obrazy spoza zasłony liryki. Rasowy krytyk sztuki niechaj idzie udeptanymi szlakami scholarskimi, ze swymi kanonami odczytywania malarstwa. Oglądam wspaniałości pejzażu, a światło i cienie budują przestrzeń tak wyrazistą, że do płuc napływa struga powietrza – lekkiego od soczystej zieleni, to ciepłego, lecz równie ożywczego, z lekko przymglonego nad horyzontem późnego lata, to jesieni. Fenomen komponowania pejzażu przez Chomiczewskiego polega może głównie na nakładaniu doznań jakby piętrowo: mało artyście tego, co oferuje nam światło, on dokłada do niego stosowną porcję temperatury tego światła. On nie zadowala się odcieniami bieli czy zieleni – on dopasowuje do tego jakby skutki oddziaływania tych barw: drapuje stosowne kształty drzew czy roślin, dostrzegalnej głębi pod lustrem wody i gęstości powietrza na niebie; lub na horyzoncie, którego prawie nie ma, jak to niekiedy bywa w pejzażach Turnera.

Twórczość tego malarza ma pośród ogromnej – pewnie niemierzalnej – liczby walorów także ten, że jest niezmiernie inspirująca. Ktoś, kto ceni naturę – czyli nie oślepił go jeszcze „geniusz” cywilizacji – odkrywa w sztuce Chomiczewskiego aurę pozwalającą na kontemplację, na rozrachunek z samym sobą i ze światem, z Wszechświatem. Czy to nadinterpretacja? Skoro utwierdzam się coraz bardziej w przekonaniu, że malarstwo Chomiczewskiego jest wysoce humanitarne: pełne liryzmu, bez którego człowiek staje się drewnianą figurą, pełne sugestywnych znaków sprawiających, że pytamy: kim jestem, dlaczego tu, skąd? Owe niemal ontologiczne odniesienia są dla nas ważne i są nam zarazem przyjazne.

Amerykański poeta Jeffers uważał Naturę za Boga. Nie ma w tym bluźnierstwa – Natura jest wszak czyimś dziełem… A czyż najważniejsze i pełne literackiej urody Księgi nie niosą porównań zaczerpniętych głównie z przyrody? Jest tam ziarno gorczycy, cedry Libanu, gaje oliwne, i roje gwiazd, które modlą się w granatowej ciszy o słońce przed swoim wygasaniem. Otóż tak – malarstwo Chomiczewskiego jest apoteozą przyrody; jest składanym jej nieustannym hołdem. To malarstwo mistyczne. W tym miejscu nawet lekko niestosowne jest dodawać, że to malarstwo warsztatowo bliskie doskonałości, jeśli doskonałość jest tęsknotą do ideału.

Tak, mają rację krytycy sztuki (w tym Jerzy Madeyski, świetnie w swej trafności wskazujący na artystyczne parantele Chomiczewskiego): tak, Stanisław Chomiczewski jest równy wspomnianym na początku Mistrzom: Kossakom, Stanisławskiemu, Chełmońskiemu;

Jan Tulik

2 komentarzy »

  • anita krzesińska pisze:

    Te pejzarze – nic nie działa na mnie tak kojąco. ps. Posiadam obraz (mężczyzna prowadzący konia), otrzymany od wójostwa z Olkusza. Podobno wyszedł spod pędzla Pana Stanisława. Ciocia sugeruje, że byc może to autoportret. Bardzo jestem ciekawa czy to prawda. Czy Pan Stanisław popełnił kiedyś autoportret?

  • Tak, Pan Stanisław „popełnił’ autoportret, a raczej namalował i nie jeden.

Dodaj komentarz!

Dodaj swój komentarz, lub trackback ze swojej strony. Możesz również subskrybować komentarze przez RSS.

Pamiętaj! Myśl co piszesz. Nie jesteś. Nie spamuj.

Pamiętaj! Myśl co piszesz. Nie jesteś anonimowy.

Nie masz swojego avatara?. Aby uzyskać własny globalnie uznawany avatar, zarejestruj się Tutaj.