Krośnieńska szkoła death metalu. BEHEADING MACHINE – Narcobiological Upgrade
Z czym kojarzone jest Krosno w świecie? Ze szkłem i tylko szkłem, odpowie większość pytanych o to respondentów. Słuszną jest ta odpowiedź ale i warto zastanowić się czy do szkła nie dodać kolejną rzecz. Oto bowiem powstaje na naszych oczach coś, co pozwoliłem sobie nazwać „krośnieńską szkoła death metalu”. Jest znakomity Decapitated ale śladem tego bandu rusza już następny mroczny twór podkarpackiej ziemi – Beheading Machine. Powstały w Krośnie w 2008 roku zespół zadebiutował niedawno swoim pierwszym długograjem, zatytułowanym „Narcobiological Upgrade”. I unikając patosu stwierdzić muszę, iż jest to debiut znakomity.
Przyznaje, że zwróciłem na BM uwagę już na początku ich działalności, gdy na koncercie (bodajże w Sanoku) grupa zaskoczyła mnie dojrzałością, spójnością i w pewnym sensie monolitycznym charakterem swojej muzyki – unikając przy tym nudy i monotonii. Wszystkie wymienione cechy zostały wtłoczone w najnowszy album zespołu, co zsumowało się na powstanie bardzo ciekawej całości. Album jest bardzo trudny w odbiorze ale wsłuchanie się w jego zawartość, dokładne poznanie kompozycji daje dużo satysfakcji i chęci posłuchania generowanych przez Maszynistów dźwięków jeszcze raz, od początku.
Od pewnego czasu NU zagościł na stałe w moim odtwarzaczu, za co bardzo przepraszam najbliższych sąsiadów. Co robić – takiej muzyki cicho słuchać się nie da, ta muza wręcz wymaga sporego natężenia decybeli, aby dokładnie wsłuchać się w każdy, nawet najmniej istotny szczegół, zawarty w dźwiękach rodzimej śmierć metalowej Maszyny.
Album otwiera mocno transowa, kapitalnie bujająca kompozycja, mająca z założenia być intrem, a która zmienia się w brutalną i rozbudowaną muzyczną strukturę, składającą się z wypełniających album kawałków. I tak już zostaje właściwie do końca trwającej nieco ponad pół godziny płyty. Potężne, nieco brudne brzmienie całości, perfekcyjna gitara, wyeksponowany bas oraz miła (he he) dla ucha, precyzyjna perkusja z mocno akcentowanymi stopami, zapętlone i rwące się riffy, zmiany tempa, minipauzy a do tego wszystkiego dwa morderczo deathowe wokale. Gdy dodamy do tego ogólnie bardzo wysoki poziom umiejętności muzyków – wszystko to wbija się głęboko w podświadomość odbiorcy, wprowadzając w mocno nakręcony stan, w którym głowa sama chodzi w takt serwowanych przez Maszynistów dźwięków. Po prostu miazga.
Zaprawdę, opisywanie kolejnych utworów mija się z celem, i może niepotrzebnie okroić z przyjemności pierwszego, osobistego zapoznania się z morderczym wyziewem krośnieńskich metalowych ekstremistów – do czego gorąco zachęcam wszystkich, którzy lubują się w ekstremalnie zapodanych nutach.
Chcąc poważnie potraktować temat, napisać muszę o jednej ważnej rzeczy. Po pierwszym przesłuchaniu zastanawiałem się przez chwilę, jaką strukturę miały by utwory tworzone przez BM, gdyby swego czasu Vogg i jego zacna kompanija nie popełnili utworu, który stał się opus magnum dzisiejszego nowoczesnego death metalu, czyli Spheres Of Madness. Źródła inspiracji słychać na NU ale w żadnym razie nie mogę uczynić z tego powodu jakiegokolwiek zarzutu. Co więcej, NU to nie bezmózga zrzyna i kopiowanie w kółko jednego patentu ale twórcze i ciekawe rozwinięcie pewnego pomysłu, dopracowanie i zastosowanie go na swój sposób; włączenie do swojego pojęcia metalu, stworzenie własnej drogi. Takie podejście do muzyki rozwija ją, popycha do przodu a jednocześnie zachowuje charakter, moc i ciężar.
Zespół ma swój bardzo czytelny i jasno określony styl, nie miota się pomiędzy różnymi gatunkami, co jest dzisiaj normą, ale konkretnie i twardo realizuje autorskie „ programowe zasady niszczenia dźwiękiem”. A czyni to w sposób okrutnie podwyższający poprzeczkę innym zespołom z tego nurtu. BM jest dzisiaj dla mnie odpowiedzią na pytanie, jak grać nowocześnie, unikając sztampy i plastikowej, kiepskiej jakości, która a jakże, jest również niemało obecna w tym najcięższym gatunku muzyki.
Polecam zatem zakup NU, a także pilnie śledzić będę dalsze poczynania BM bo coś mi się wydaje, że przy takiej pasji i sposobie podejścia do muzyki, jeszcze nie raz o nich usłyszymy.
wk



















heavy metal tez żyje
http://www.jamendo.com/pl/album/98882
hejwi metyl jest gejowski dla gejów. Tworde chopy ino deta metyla lubują i basta!
Oby jak najlepiej się wam powiodło:)słuchałem 2 z nich jak grali sami (jaki gatunek nie wiem :))ale bardzo mi sie podobalo:)chyba bd musial znależć tą płytke i posluchac:)Zdrowia i wytrwałości dla zespołu a szczególnie dla Wojtka i Mateusza:)
Znajomy z Haczowa:)
zjeżdżaj lord z tym wiejskim barachłem, po h** sie wtrącasz w ten temat? zazdrosny?
zapraszamy wszystkich na profil FB
https://www.facebook.com/beheadingmachine
Klikajcie „lubię to” żeby być na bieżąco, a ostatnio coraz częściej są okazje do aktualizacji. Oczywiście zapraszamy też na jutrzejszy gig w Rzeszowie dla Covana. Będziemy go wszyscy budzić, ze wszystkich sił.
Pokój ludziom dobrej woli.
Świetny materiał!
Aż miło posłuchać – dzięki za info Wojtku. Nawet nie wiedziałem, że pod nosem mam tak dobry band. Starość nie radość.
Chłopaki tak trzymać! Dobre brzmienie, pałker wie po co bozia dała mu kończyny ;D a wiosła pięknie operują melodią. Wokale dość zbliżone ale skoro dobrze się bawicie to mogą być i dwa.
Z przyjemnością Was posłucham na żywo.
Pzdr!
666