Lotnicy Podkarpacia – kpt. instr. pil. Zbigniew Kwiatek

Kolejnym związanym z lotniskiem krośnieńskim pilotem przedstawionym w książce „Piloci Podkarpacia” jest lotnik, który jako uczeń miał również, tak jak było to w przypadku Balcerzaka swojego opisanego w książce mistrza instruktora. Był nim prowadzony przez Wójcickiego przez pewien czas jako uczeń kpt. instr. pil. Zbigniew Kwiatek. Można nawet powiedzieć, że w pewnym sensie uczeń przerósł mistrza Wójcickiego, gdyż nie on, ale jego wtedy już były uczeń Kwiatek został dowódcą załogi maszyny PLL LOT typu Ił – 62, która pierwsza przeleciała nad biegunem północnym.

Urodzony również w Krośnie w dniu 1 stycznia 1934 Zbigniew Kwiatek karierę pilota rozpoczął po ukończeniu miejscowego Technikum Włókienniczego, kiedy to zgłosił się do Aeroklubu Podkarpackiego, w którym po zaliczeniu stosownego szkolenia zdobył uprawnie- nia pilota szybowcowego najwyższej kategorii C. Trenując potem wyczynowo w sekcji szybowcowej APdkp. dostał się pod opiekę właśnie Wójcickiego. Przesiadając się pod jego okiem z szybowców szkolnych na wyczynowe, dzięki zastosowanych przez niego orygi- nalnych, związanych z psychologią metod szkolenia odrzucił tkwiące gdzieś w podświadomości obawy i nabierając zaufania we własne siły, zaczął latać profesjonalnie. Dzięki temu, pod okiem tego samego instruktora zdobył potem bez kłopotów uprawnienia pilota samolotowego, po czym trafił do wojska. Znalazł się w 36 Samodzielnym Pułku Lotniczym Warszawa. Odbywając służbę, trenował wyczynowo sekcji samolotowej Aeroklubu Warszawskiego, a po jej zakończeniu i uzyskaniu uprawnień instruktora szybowcowego i samolotowego rozpoczął pracę zawodową w lotnictwie.

Pozostając wówczas, w 1957 roku w Krośnie, instr. pil. Zbigniew Kwiatek zatrud- niony został jako instruktor w Aeroklubie Podkarpackim. Zajmował się tutaj kolejno kilkoma sprawami. Najpierw kierował lotami za wyciągarką odbywanymi w ramach podstawowego szkolenia szybowcowego młodzieży szkolnej, później przeszedł przez szkolenia teoretyczne a później praktyczne na samolocie typy TS – 8 Bies, wreszcie był jednym z prowadzących masowe szkolenie szybowcowe dla kandydatów do Oficerskiej Szkoły Lotniczej w Dęblinie. Robiąc to wszystko, był chwalony przez kierownictwo APdkp. podkreślające jego zapał do pracy i bardzo dobrą współpracę z młodzieżą.

Zbigniew Kwiatek (po środku) – przy szybowcu Czapla

Już w 1965 roku instr. pil. Zbigniew Kwiatek przeszedł do pracy w Polskich Liniach Lotniczych LOT. Po uzyskaniu uprawnień do prowadzenia samolotów odrzutowych typu Ił – 14, An – 24 i Il – 62 latał na nich jako dowódca załogi na liniach krajowych i zagranicznych. Gdy chodzi o ten ostatni typ maszyny, to zainaugurował jako kapitan samolotu najdłuższy wówczas jej przelot prowadzący z Warszawy do położonego nad Zatoka Bengalską Bangkoku, do którego tak wtedy jak i później latało się w bardzo trudnych warunkach atmosferycznych. Na trasie tych przelotów występowały wszak takie zjawiska, jak szkwały, wędrujące tornada i fronty burzowe z błyskawicami, których nie było w rejonach znajdujących się pod odmienną od bengalskiej szerokością geograficzną. Loty w takich okolicznościach były niebezpieczne, bo wiązały się nierzadko z koniecznością zmiany ich trasy, a co za tym idzie uzyskania na to odrębnej zgody, a później wybrania najdogodniejszego wariantu kontynuowania lotu, który jednak nie zawsze gwarantował pozbycia się bardzo nieprzyjemnych dla pasażerów turbulencji. Warunki atmosferyczne panujące pod innymi szerokościami geograficznymi niż te nad Zatoką Bengalską nie były już tak drastyczne, ale zdarzało się, że ulegały one niespodziewanym zmianom, gdy nagle dochodziło do oblodze- nia pasa startowego, w związku z czym trzeba było wybierać zapasowe lotniska, aby później dotrzeć do nich nierzadko na resztkach paliwa.

Dowódca i pierwszy pilot kpt. Zbigniew Kwiatek  (drugi od lewej) wraz z załogą samolotu PLL LOT – Ił-62

Tak było podczas tych najtrudniejszych lotów zagranicznych, bo już podczas rejsów krajowych latało się kpt. pil. Zbigniewowi Kwiatkowi łatwiej, no może poza tym z lotów, podczas którego jako pierwszemu w historii Polskich Linii Lotniczych LOT pilotowi dowódcy załogi terrorysta chciał uprowadzić samolot. I prawie mu się to udało, ale po kolei. Doszło do tego podczas przelotu samolotu typu An – 24 ze Szczecina do Katowic. Niedługo po starcie jego dowódca otrzymał od stewardessy wiadomość, że w kabinie pasażerskiej znajduje się porywacz z odbezpieczonym grantem w ręce, który grozi, że go zdetonuje, jeżeli samolot nie poleci do Hamburga w Republice Federalnej Niemiec. Kapitan pozwolił terroryście wejść do kabiny pilotów, gdzie wysłuchał żądań porywacza, który kazał sobie zaraz podać słuchawki, żeby słyszeć rozmowę dowódcy z centralą, gdy przekazywał on jego żądania. Kiedy Kwiatek skończył to robić i uzyskał zgodę na lot nad najbliższą graniczną miejscowość, wykonał gwałtowny zwrot na wschód, co przekonało porywacza, że kierują się w stronę RFN. Tymczasem znaleźli się na terenie Niemieckiej Republiki Demokratycznej, gdzie do maszyny pasażerskiej dołączyły dwa radzieckie myśliwce typu MiG – 15. Kiedy dostrzegł je także terrorysta, uspokoił go zaraz drugi pilot, który powiedział, że są to samoloty amerykańskie mające ich eskortować do Hamburga. Tymczasem piloci radzieckich maszyn wykonali manewry zmuszające Kwiatka do lecenia za nimi. Kiedy to robił, otrzymał propozycję wylądowania na podberlińskim lotnisku Schonefeld, gdzie po jakimś czasie wylądował za radzieckimi maszynami. Porywacz i tym razem nie zorientował się w tym o co chodzi, myśląc, że to lotnisko w Hamburgu. Kiedy kapitan oznajmił o tym terroryście, dodając że może wysiadać, ten kazał mu iść przodem, wskazując ręką uzbrojoną w granat drzwi wyjściowe. Idąc w ich kierunku, przeszli obok niespokojnych pasażerów. Kiedy już po otwarciu drzwi porywacz wychylił głowę na zewnątrz, któryś z otaczających samolot żołnierzy powiedział po rosyjsku, żeby wychodził. Terrorysta wpadł we wściekłość. Grążąc, że wszystkich rozwali, kazał zamknąć drzwi i lecieć do Hamburga. Kwiatkowi udało się jednak go przekonać, że zanim to zrobi, musi dotankować samolot. Kiedy niebawem podjechała cysterna i rozpoczęło się uzupełnianie zbiorników paliwa, kapitan zauważył, że w kabinie pasażerskiej nie ma już ani podróżnych, ani załogi, bo uciekli z samolotu przez luk bagażowy. Gdy cysterna odjechała, dowódca poprosił porywacza, aby mu pomógł przy chowaniu schodków do drzwi wyjściowych. Gdy ten w związku z tym przykucnął, Kwiatek błyskawicznie odskoczył od nich i rzucił się do ucieczki. Słysząc za sobą, jak terrorysta grozi, że zdetonuje granat, skoczył w czeluść luku bagażowego i znalazł się na płycie pasa startowego. Wybuch jednak nie nastąpił.


Do historii lotnictwa nie tylko polskiego lotnictwa kpt. pil. Zbigniew Kwiatek przeszedł, kiedy w 1986 roku jako pierwszy w historii PLL LOT dowódca załogi samolotu typu Ił – 62 przeleciał nad północnym biegunem magnetycznym. Dokonanie tego nie stanowiło jednak realizacji jakiegoś romantycznego wyzwania, gdyż podyktowane było względami oszczędnościowymi. Dotychczas było wszak tak, że samolot lotowskie, po starcie z Anchorage lądowały w Montrealu i po wymianie załogi oraz uzupełnieniu paliwa udawały się do Szczecina. Lecąc teraz nową trasą lądowały w tym mieście, skracając czas lotu o osim godzin i oszczędzając pięćdziesiąt ton paliwa. Ponieważ tak dyrekcja PLL LOT jak mini-sterstwo komunikacji uważało, że z uwagi na brak odpowiedniego wyposażenia nawigacyj-nego samolot typu Ił – 62 nie może latać nad biegunem, prowadzone przez grupę entuzjastów przygotowania do lotu odbywały się na poły konspiracyjnie, bo wiedział o nich tylko zastępca dyrektora PLl LOT do spraw lotniczych a zarazem szef pilotów, kpt. pil. Zbigniew Januszkiewicz, który oficjalnie wydał zgodę na ten trudny lot nad biegunem. Dla samych pasażerów samolotu Ił – 62 był on nawet czymś wręcz niemożliwym do wykonania, czemu dali wyraz dwukrotnie. Najpierw, kiedy stewardessa zapowiedziała w Anchorage po starcie samolotu, że lecą od razu do Szczecina, to uznali, że się pomyliła. Później, kiedy dolatywali do tego miasta i usłyszeli od stewardessy, że niedługo na nim wylądują, część pasażerów uznała to za żart. Doprowadzenie do Szczecina dowodzonej przez Kwiatka i drugiego pilot Wójcickiego lotowskiej maszyny typu Ił – 62 wiązało się z przebrnięciem przez kłopoty, które dotyczyły głównie dwóch spraw. Pierwsza i najważniejsza dotyczyła związanych z magnetyzmem ziemi nie zawsze wiarygodnych wskazań busoli i innych przyrządów nawigacyjnych. Druga sprawa wiązała się z lotem samolotu w atmosferze z niską temperaturą powietrza powodującą wychładzaniem się paliwa w zbiornikach, co było o tyle niebezpieczne, że w przypadku zbytniego obniżenia się temperatury samolot musiałby zmniejszyć wysokość lotu i wchodząc w warstwy atmosfery z cieplejszym powietrzem zwiększyć zużycie paliwa, co oznaczałoby nie dotarcie do lotniska i lądowanie w niezaplanowanym miejscu. Załoga była jednak na tyle dobrze przygotowana do lotu, że poradziła sobie z zagrożeniami, nie dając się pokonać przez trudne warunki atmosferyczne.

Po dokonaniu tego historycznego przelotu nad biegunem północnym, doskonaląc kwalifikacje lotnicze, kpt. pil. Zbigniew Kwiatek zdobył uprawnienia do prowadzenia i dowo-dzenia samolotami typu Boeing 767, a później latał na nich przez następne lata na liniach zagranicznych. Robił to do 1999 roku, gdy przeszedł na emeryturę. Zapisał się w historii polskich skrzydeł nie tylko jako zdobywca bieguna północnego, ale także doskonały pilot PLL LOT oraz wychowawca wielu pokoleń pilotów.

Stanisław Fryc

Książki Stanisława Fryca „Piloci Podkarpacia”, „Z dziejów lotniska w Kroś-nie w latach 1928 – 1997” i „Lotnicy Ziemi Jasielskiej” można kupić w krośnieńskiej księgarni Andrzeja Kędzierskiego „Pegaz” przy ulicy Czajkowskiego.

3 komentarze
Wyraź swoją opinię
  1. Pasjonat napisał(a):

    Trzeba dodać iż IŁ 62 Tadeusz Kościuszko uległ katastrofie w 1987 roku w Lesie Kabackim była to ostatnia jak dotąd katastrofa samolotu LOT’u tak tragiczna : http://pl.wikipedia.org/wiki/Katastrofa_lotnicza_w_Lesie_Kabackim . Po tej katastrofie LOT zamówił samoloty DC-10 które przez chwilę przed zakupem Boeingów 767 latały dla lotu – http://pl.wikipedia.org/wiki/McDonnell_Douglas_DC-10 . Oto DC-10 w barwach lotu : http://cdn-www.airliners.net/aviation-photos/photos/3/6/7/1020763.jpg

    IŁ62 był kopią samolotu brytyjskiego transportowego – Vickers VC-10 : http://pl.wikipedia.org/wiki/Vickers_VC-10

  2. emeryt napisał(a):

    znam Go fajny chłop

  3. stani napisał(a):

    Pięknie opisane historie pilotów LOT-u. Wielu z nich znałem osobiście. Wspaniali ludzie. Książka pana Stanisława Fryca o pilotach Podkarpacia zainteresowała mnie i na pewno ja kupie.

Komentuj


Przeczytaj poprzedni wpis:
Super zabawa w Parku Linowym od soboty

W sobotę o godz. 12.00 zaczyna sezon Park linowy. W marcu czynny będzie jedynie w weekendy a od kwietnia funkcjonować...

Zamknij