Spacer po kniei „W Hołdzie Starym Bogom”
Autor: Tadeusz Gajewski śr, 6 Kwi 2016 11:09 | Kategorie: Najważniejsze, Tadeusz Gajewski | Dyskusja : 0 komentarzy

Na szczęście już po świętach. Tak już mam, że ta forma rekreacji i wypoczynku, czyli świętowanie katolickiej uroczystości przy pomocy pogańskich rekwizytów, w połączeniu z obżarstwem i udawaniem atmosfery podniosłej, nudzi mnie niemiłosiernie. No cóż, mamy to już za sobą. Do przydomowego stawku wprowadziły się ropuchy i hałasują rozpustnie. Na orzechu rozsiadł się kos i urządza radosne koncerty, poza tym cisza i spokój jedynie z oddali czasem dochodzą jakieś motoryzacyjne odgłosy.

Ropucha w stawie

Jako, że sezon myśliwski już się skończył a nowy dla mnie jeszcze nie zaczął, po zwierza do kniei iść nie wypada z przeterminowanym upoważnieniem do wykonywania polowania, wszak człek legalny łowca a nie jakiś kłusownik, jednak budząca się przyroda, to wystarczający powód, by do boru kroki swe skierować, leśnym powietrzem płuca napełnić i moc sił natury z podziwem obserwować…

Stara wierzba pochylona nad Dzierzbi±.

Taki wiosenny spacer stwarza, że dotlenione komórki mózgowe aż proszą o głębsze przemyślenia. Jako bywalec facebookowych for myśliwskich oglądam setki zdjęć, pstrykniętych przez kolegów nemrodów, po udanym polowaniu. Zdjęcia są przeróżne, mniej lub bardziej wysmakowane, lepiej lub gorzej skadrowane a przeważnie upozowane w jedną sztuczną manierę. Nie ich zawartość owych obrazków mnie jednak poruszyła. Do szewskiej pasji doprowadzają opisy tych „dzieł sztuki” fotograficznej. Otóż jako myśliwy wiem ile pracy i wysiłku kosztuje sukces łowiecki. Wiele dni, kilometrów, godzin, niedospania. Komu więc dziękować za sukces? Najpierw sobie, później żonie, bo to wszystko toleruje bardziej lub mniej, starszym kolegom, którzy pomogli nauczyć się myśliwskiego rzemiosła, no i przede wszystkim przyrodzie. Bór Darzy, czyli natura, jej moc magiczna odczuwana w każdej komórce naszego ciała podczas zasiadki, podchodu, pędzenia. Udane łowy to tajemnica współistnienia człowieka i przyrody. No a co widzę w opisach obrazków na forach myśliwskich? Podziękowania dla człowieka, który ponad tysiąc dwieście lat temu gdzieś w Ardenach, będąc młodym bogatym magnatem prowadził hulaszcze życie. Jako, że w czasach tych głównymi rozrywkami możnych było myślistwo i rozpusta, to się im oddawał na całego. Nie ma jednak dowodów na to, że Hubert, późniejszy biskup Maastricht, pochowany w Liege w ogóle parał się łowiectwem. Można to tylko domniemywać. Wizerunek Huberta klęczącego przed jeleniem, który w porożu ma świecący krzyż, został ukradziony z kultu św. Eustachego. Eustachy jeszcze jako Placydus był naczelnikiem wojskowym cesarza Trajana i oddawał cześć bogom rzymskim. W czasie jednego z polowań ujrzał jelenia z krzyżem pośrodku poroża. Jeleń nakazał Placydusowi ochrzcić się i przyjąć imię Eustachy. Kult św. Eustachego popularny był zwłaszcza w Kościele wschodnim.

Sw Eustachy i Sw Hubert

Św. Eustachy i Św. Hubert

W XI wieku cudownym trafem Hubertowi wzbogacono życiorys niczym współczesnym politykom. No tak, mamy dwóch patronów, którzy albo mają sfałszowane CV albo przestali polować w wyniku objawienia. Obaj nadają się dla obrońców zwierząt i przeciwników łowiectwa. No i to tylko ludzie, jak więc mają nam sprzyjać nie mając boskich cech i możliwości? Tylko byty o boskich cechach są w stanie na raz wysłuchać próśb stu tysięcy myśliwych i jeszcze je spełnić.

Artemis

Artemida z Luwru – rzymska kopia rzeźby Leocharesa

Komu więc cześć oddawać ma polski myśliwy? Może Artemis córce Zeusa, siostrze Apolla, przez Rzymian zwanej Dianą? Myśliwi to twardzi ludzie, jednak pełni romantyzmu i miłości do przyrody, a ta grecka bogini, to sadystyczna morderczyni. Biednego Akteona, który dostąpił zaszczytu spoglądnięcia na wdzięki boskiej dziewicy kąpiącej się w górskim potoku spotkał okrutny los. Psy Artemidy żywcem go pożarły. Zachłanna była ta olimpijska panienka okropnie, a to cecha obca etycznym myśliwym. Król Kalydonu Ojneus pominął ją przy składaniu ofiar, posłała więc potężnego dzika, który siał spustoszenie w okolicy. Przez Artemis Orion stracił życie i stał się gwiazdozbiorem, Agamemnon nie mógł dopłynąć do Troi bo bogini uciszyła wiatr i zażądała jako ofiary Ifigenii, córki wodza Achajów. Nie, takiej patronki nie chcę, trzeba dalej szukać, kogoś bliższego naszym borom, uroczyskom i łąkom ziołem wszelakim pachnącym.
Pogoda jest ważna na łowach. Wprawdzie stare przysłowie mówi, że pogodę dzielimy na dobrą i bardzo dobrą, no niemniej chciało by się mieć tę bardzo dobrą. Od pogody przed tysiącem lat (zapewne i teraz ) był Perun, bóg wyładowań atmosferycznych i innych zjawisk przyrodniczych. Malutki kieliszek dereniówki wylać mu przed polowaniem nie zaszkodzi, tym bardziej, że nam ani przed, ani w trakcie łowów pić nie uchodzi. Mawiali starzy nemrodzi, że jak ktoś sobie kuśtyczka przed zasiadką nie odmawiał, a czasem nawet i cały bukłaczek niby to dla rozgrzewki opróżnił, to ujrzał wśród sosen Borewita, demona, straszydło, kiedyś groźne, dziś zapomniane, zagubione.

Leshy_(1906)

Leszy

Jak kto w głuszy leśnej orientację stracił, a szczęście miał, to mu pomógł drogę odnaleźć Leszy, demon ludziom przyjazny, chyba, że kto prawa natury łamał, to mógł go wkurzyć. W innych stronach Leszego zwali Borowym, Borutą lub Leśnym Dziadem. Mnie to częściej się zdarza zatopić w myślach na ambonie lub w innym zacisznym miejscu, wtedy, szczególnie jeśli to po burzy i powietrze pachnie ozonem, łąkowym kwieciem, tudzież ziemią zbuchtowaną dziczym gwizdem, można nawet bez wspomagaczy ujrzeć orszak przepiękny. Najpierw dostojnie, powoli ,sarny, dalej nimfy, rusałki, duszki, lekkie, zwiewne, delikatne niczym młody mech na kamieniu przy brzegu strumienia. Na końcu ona, otulona mgłą, kwiecista, rozświetlona bogini Dziewanna. Piękna jak poranek. Łuk, kołczan, kwietny wieniec na skroniach. To ona, prawdziwa bogini łowów, patronka pradawnych myśliwych. Szkoda, że ten sen tak krótko trwa, obraz znika, tylko ptaki nie przestają śpiewać.

Rusałki

Witold Pruszkowski, Rusałki (1877)

Czasy takie, że strach czasem szczerze swój pogląd na świat wyrazić. Z jednej strony rozwrzeszczany tłum brodaczy gotów głowę uciąć w imię jakiegoś brodatego proroka i religii pokoju, z drugiej tłum podstarzałych kobiet w wełnianych czapkach gotowych oczy wydrapać w obronie krwawego symbolu kaźni, dobrotliwego i miłującego bliźnich nauczyciela. Wszyscy kochają wszystkich a w imię tej miłości skaczą sobie do gardeł. Dlatego tęskno mi do czasów, gdzie w każdej osadzie czczono kilka bóstw, każde z nich reprezentowało jakiś żywioł, moc przyrody, ludzie czuli respekt do praw przez tę przyrodę ustanowionych. Przyszła cywilizacja, władza, pieniądze, kapłani, feudalizm, kapitalizm, komunizm i czort wie jakie jeszcze izmy i wszystko szlag trafił.

Ofiara

Twarz apostoła robaczywej sieci
w szklanym ognisku migotliwie wieszczy.
Miliony Kasandr obiecuje szczęście,
tysiące nici fałszywej Ariadny.

Sczerniały świątek coraz smutniej patrzy,
bo jego krzyku nie słychać na puszczy.

Lud żąda więcej szklanych koralików
i w tańcu depcze stare drogowskazy.

A w moim sadzie zakwitły jabłonie.
Suche konary na ofiarnym stosie
ukradkiem palę
w hołdzie Starym Bogom.

Tadeusz Gajewski
Foto: wikipedia

Komentuj


Przeczytaj poprzedni wpis:
Finał Eliminacji Indywidualnych Mistrzostw Europy Juniorów

W czwartek na krośnieńskim torze rozegrany zostanie finał krajowych eliminacji Indywidualnych Mistrzostw Europy Juniorów. 7 kwietnia godz. 16.00 o awans...

Zamknij